czwartek, 26 sierpnia 2010

grzybobranie bez grzybów

Tak, tak założyłam bloga. Chyba ostatni jaki prowadziłam istniał ze sto lat temu (no dobra chyba przesadzam), ale po prostu moja pamięć nie może się dokopać do  czasów mojego blogowania. Tak sobie stwierdziłam, że warto "wywewnętrznić" czasem moją zakręconą naturę i te wszystkie moje wizje. Ok, może warto przejść do rzeczy. . . Są wakacje (jeszcze), noo w sumie miesiąc został do rozpoczęcia jakże ciężkiego już 3 roku oceanografii. W sumie zbytnio o tym nie myślę. Powracając do wakacji w sumie nigdzie mnie daleko nie poniosło, działo sie i dużo i mało, ale zawsze zlatują za szybko . .  zdecydowanie! Już w sumie nawet nie wiem czy jakieś upały ( bo dzisiaj to temperatura ledwo 20 stopni) powrócą bo nie ukrywam, że jeszcze bym po smażyła tyłek na plaży. Okej nie ma co cieszmy się wakacjami, że jeszcze są. Znowu zaczynam zrzędzić.
Wczoraj z samego rana pojechałam z mamką i ciotką się odreagować na nasz domek na Kaszubach, z nadzieją na udane wybranie się do lasu na grzyby. I co z tego wyszło? Trzy kilometry przebyte a tu nic. Zero grzyba, same trójaki. . . Jednak nie wróciłyśmy z pustymi rękoma. Udało nam się dorwać dziki krzew czarnej jeżyny i drzewo mirabelkowe. Więc po powrocie na ranczo udało nam się zrobić znakomicie żółty i bajecznie słodki dżem mirabelkowy. Jeżyny zatem zostały pożarte żywcem :). Wypad udany, choć pogoda zawiodła, co chwile deszcze przeplatane z odrobiną słońca, trochę upierdliwe. . . ale jednak taki wiejski nastrój odstresowuje, nikt nie dzwoni, zero neta, nikt dupy nie truje. Tylko coś czuje, że przez to lenistwo i podjadanie samych smakołyków chyba mi się przytyło trochę. Yhhh pora zabrać się za siebie. Wstawię kilka fot i chyba zabiorę się za rysowanie komiksu, bo niedługo Andrea mnie pogrzebie żywcem jak będę się dalej tak srogo obijać w tym kierunku. 
                              

Photobucket
Photobucket



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz